poniedziałek, 11 listopada 2013

Akt 3 – Wielki finał.





Mieszkańcy Bełchatowa, Piotrkowa Trybunalskiego, Tomaszowa Mazowieckiego, czy nawet samej Łodzi. Wszystkie spracowane kobiety, wszyscy zmęczeni mężczyźni. Wszyscy obywatele poszukujący przerwy w płynącym coraz szybciej czasie. Wszyscy Ci, którzy uwielbiacie muzykę, teatr, czy śpiew. I Ty, przybądźcie do naszego teatru, spektakl muzyczny (musical) Romeo i Julia, wspaniała obsada.
Bełchatów 11.11.2013.






#Magdalena.

      Siedzę przed lustrem. Mam na sobie białą suknię, ze wstawkami koloru beżowego. Podoba mi się ona, jest długa, ma koronkowe wykończenia i całe plecy odsłonięte. Że też w tamtych czasach mogła Julia chodzić w takich kreacjach. Uśmiecham się do siebie.
      Moje ciemno brązowe włosy spięte są w luźny warkocz. Ten natomiast podpięty wsuwkami wygląda jak kok. Z obu stron wyciągniętych jest kilka pasm i zakręconych. Odgarniam je znad oczu.
-Gotowe – mówi wizażystka z zachwytem, gdy kończy nakładać ostatnią warstwę pudru. – Powodzenia!
Niespodziewanie w gardle pojawia się gula. Dociera do mnie fakt, że za niecałe piętnaście minut muszę wejść na scenę.
-Wyglądasz przepięknie – dobiega mnie znajomy głos.
-Weronika! Co Ty tu robisz?
-Myślałaś, że ni przyjdę zobaczyć, jak debiutuje najbliższymi osoba?
Podpiera się o kulę. Skręcona kostka wygląda znaczni lepiej, niż kilka dni temu. Poza tym, przecież Weronika jest silna.
-Powodzenia. – przytula mnie i szepcze do ucha.


#Andrzej.

      Tłum szaleje. Dosłownie.
      Może to nie te tłumy, do których się przyzwyczaiłem grając na boisku, lecz nie żałuję. Jest dosyć sporo widzów. Wśród nich dostrzegam kolegów z drużyny.
      No tak, Karolek siedzi i na jego twarzy pojawia się kilometrowy banan, tak samo jak u Mańka, czy innego z nich. Oh chyba w szatni będę musiał wysłuchiwać ich chichotów.
Kurtyna opada. Za sceną dostrzegam jej osobę.
-Świetna robota. – mówię do jej uśmiechniętej twarzy.
-Myślę, że chyb nie było ta źle Andrzeju.
-Wrona! – krzyczy Karolek i podbiega do nas. – Cześć Magdaleno.
-Wy się znacie? – patrzę, jak mój przyjaciel pożera ją wzrokiem, a ona tylko chowa spojrzenie, przyglądając się podłodze.
-Powiedzmy. – jej głos jest cichy, prawie szepcze.


#Magdalena.

-Powiedzmy? – Karol jest oburzony. – Widzę, że nie powiedziałaś mu o nas?
-Nas już dawno nie ma. – sycze. – To jest czas przeszły.
-Czy możecie mi do cholery wyjaśnić, co się dzieje?! 
Andrzej jest zły.
-A to, że kobieta, w której się zakochałeś, to kobieta, którą ja także pieprzyłem.
-Przestań. – warczę jeszcze głośniej. – Andrzej.
Widzę, jak mężczyzna wybiega. Odwracam wzrok na Kłosa, dosłownie karcę go wzrokiem.
-Jesteś zadowolony? Nic się nie zmieniłeś. Idiota z Ciebie!
Ja także uciekam do garderoby i najnormalniej w świecie zaczynam płakać.

      Nie mam ochoty słuchać nic na swój temat. Nie chcę rozpamiętywać występu. Jedynie ponuro się uśmiecham. Gdy już docieram do mieszkania, czuję pustkę. Udaje się do pokoju, siadam przed telewizorem, otulam się kocem, zwinięta w kulkę. Po policzkach ciekną mi łzy, gdy w mojej podświadomości pojawia się obraz Andrzeja. Jego uśmiech, czas, który razem spędziliśmy. I wtedy już wiem, że tak naprawdę go kocham.
      Nie odbiera telefonu. Za piąty razem, gdy słyszę pocztę, rozłącza się i daję pokój. Mogłam mu od razu powiedzieć. Ale nie chciałam. Dlaczego? Nie chciałam burzyć jego przyjaźni z Kłosem.


#Andrzej.

      Wybiegam z hali. Wsiadam do samochodu i wyjeżdżam. Nie kieruje się do mieszkania, wyłączam telefon. Chcę odpocząć i pozbierać myśli.
-To kobieta, którą ja także pieprzyłem. – odbija mi się w głowie tekst Karola.
Dlaczego nic nie powiedziała? Dlaczego on to wypowiedział? Był zły, ale tego już za wiele. On dalej ją kocha. To boli, cholernie boli. Zazwyczaj ja byłem łobuzem i twardzielem, teraz w mych oczach pojawia się łza. Cholera.
      Zatrzymuję się w przydrożnym motelu, gdzieś na granicy skraju miasta. Bardziej za granicą w sumie. Wynajmuje pokój i opadam bezwładnie na łóżko. Mierzę wzrokiem biały sufit. Dlaczego ją kocham?

      Zrozpaczony zamykam oczy i odpływam.



*

Kajdi: Koniec Andrzeja. Tak to koniec. otwarty koniec, byście mogły sobie wszystko same ułożyć. Czy skończyli razem? A może byli osobno? To wszystko jest w waszych rękach. Dziękuję za wszystko, za motywację i czytanie tego - takiego małego, trochę innego, mocno pojebanego opowiadanka. Dziękuję.